18 lutego 2012

And The Story Ends

Moja przygoda z Yu-Gi-Oh! Trading Card Game dobiegła końca. 10 długich lat z małymi przerwami jako gracz, sędzia organizator. Poznałem tylu ludzi, zagrałem tyle pojedynków, zwiedziłem trochę świata. Ale teraz odkładam karty na półkę i zostanę tylko przy sędziowaniu. Jest najmniej inwazyjne i pozwoli mi trochę podróżować.

Decyzja jest trudna, bo jak się coś robiło przez 10 lat to jednak żal od tego odchodzić. Mój prime time miałem w 2008 kiedy zdobyłem wicemistrzostwo Polski i byłem jednym z groźniejszych. Do tamtej formy nie wrócę, brak czasu, tamtych sparingpartnerów i chęci. Ta karcianka zmieniła się diametralnie. Jak zaczynałem była zjawiskiem dla mnie, po paru latach była naprawdę rewelacją. Kryzys przyszedł właśnie zaraz po moim prime. I nie piszę tak dlatego, że przestałem wygrywać to od razu "fe karcianka", tylko coś się zmieniło. Wyszedł nowy typ kart. Gra przyspieszyła, była mniej taktyczna, więcej wybaczała grania na pałę. Wtedy zrobiłem pierwszą dużą przerwę, widziałem co się dzieje, nie potrafiłem się zaadaptować. Niecały rok później grałem znów, już z "białym gównem" jak określam synchro. Była jeszcze jakaś nadzieja. Potem wyszły XYZ, "czarne gówno" i zrobiło się jeszcze gorzej, ale nie chciałem się zrażać za szybko.

Z Marcową banlistą na rok 2012 widzę, że jednak ta karcianka chyli się ku upadkowi. Nieprzełamywalne setupy, Wombo-combo nie masz ręki, albo darmowe robienie masakrycznych plusów. Taka gra do mnie nie przemawia. Przemawiała do mnie gra gdzie zagranie karty nie powodowało autowina, każdy setup dało się przełamać, każde zagranie przeciwnika skarcić. Teraz to jest kto lepiej dobierze. Zero taktyki. Nauka "co rzucać na co" i koniec. Nie w taką karciankę grałem.

Karty sprzedane. Tym razem już nie wrócę, musieliby zmienić mechanikę u podstaw i wydać miliard errat. Nie zrobią tego, wiem. Cóż. Coś się kończy coś zaczyna. Czas poszukać sobie nowego hobby na kolejne 10 lat.

Wypada mi podziękować wszystkim tym, którzy przez ten cały okres czasu byli dla mnie inspiracją, braćmi, przyjaciółmi, wrogami. Warto było dekadę temu kupić pierwszy booster i zachwycić się tamtymi kartami. Historia się kończy.


Dzięki, Jar. Komórczak. 3D. j4. Soul. Mathrim. Blast. Brzost. Gal. Bul-Khatos. Vastro. Nawet Ty Dizel. Warto było.

The Good: Kupuję zestaw do Mahjonga. Zdecydowanie mam z tego powodu radochę, bo daję mało, a zestaw porządny. Teraz moi znajomi z pracy będą przechodzić ciężkie szkolenie. Oj, ciężkie.

The Bad: Zgubiłem telefon. Chociaż nie wiem jak mógł się teleportować z mojej kieszeni, nie znam aż tak magicznych sztuczek, jednak go nie ma. Sygnał był, telefonu niet. Znaczy nie złodziej. Może się jeszcze znajdzie. Na szczęście niedługo nowa umowa i nowy fon.

The Wolv: Miał być piracki metal z dedykacją dla mojej gildii z TORa, ale to się nadaje na osobny wpis w niedalekiej przeszłości. Tymczasem, BECK.

Wolv out.

15 lutego 2012

Dzień Chorego na Padaczkę

Wikipedia to całkiem przyjemna strona. Na pewno przydatna dla każdego, kto szuka sobie jakiejś okazji to spożywania napojów objętych akcyzą, a już na 100% dla tych, którzy (tak jak ja) szukają ciekawostek nt. danego dnia/wydarzenia/zespołu/niepotrzebneskreślić. I tak o to jak donosi polska wersja tejże "internetowej encyklopedii" w dniu wczorajszym, jakże romantycznym obchodziliśmy rocznice takich wydarzeń jak:
1076 – Papież Grzegorz VII nałożył klątwę na króla Niemiec Henryka IV Salickiego.
czy
1556Thomas Cranmer został ogłoszony heretykiem.
Zdecydowanie można zapalić w związku z tym jakiś mały stosik upamiętniający herezje i nieprawości.

Swoją drogą bardzo ciekawym zagadnieniem jest świętowanie męczeńskiej śmierci św. Walentego - patrona było nie było zakochanych (głównie dlatego, iż na boku dawał legionistom śluby wbrew woli cesarza) w konsumpcyjny sposób przez miliony ludzi na świecie. Może to tylko ja, ale nie kumam czemu muszę mieć jakąś specjalną okazję by wyrwać laskę, dać prezent mojej ukochanej, czy zabrać ją na jakieś osom przedstawienie/do kina/niepotrzebneskreślić. Ja bym np. poświętował (moja ukochana Wikipedia pomoże):
44 p.n.e.Gajusz Juliusz Cezar został obwołany przez senat Republiki Rzymskiej dyktatorem wieczystym, najwyższym kapłanem, imperatorem i ojcem ojczyzny.
1130Innocenty II został papieżem.
No dobra, może się z tym Innocentym zapędziłem, ale w sumie on ustalił, kto może a kto nie może skazywać za herezje. Inkwizycjo przybywaj!

Swoją drogą zastanawia mnie jak ten cały Walenty został świętym. Tu znów Wiki nadaje:
Według podań udzielał ślubu zakochanym (niekoniecznie za zgodą rodziców) i dlatego jest uważany za patrona zakochanych
Czekajcie co mówiło to przykazanie z rodzicami? Oj nieładnie panie Walenty, nieładnie.

Pomarudziłem swoje czas na rubryki stałe:
The Good - Zdecydowanie dzisiaj wygrywa fakt przyjęcia mojej atrakcji na konwent Gathering. Raz - mam taniej, dwa - dawno nie byłem na konwentach, trzy - jak już byłem to rzadko kiedy coś robiłem.
The Bad - Cokolwiek mi wstrzykują - powinni przestać. Dzisiaj w pracy wieczorem, siedząc na wieczorze weteranów WFB miałem niezłą fazę. Najpierw była brawurowa akcja straży pożarnej, która wpadła na sygnale, otworzyła włazy, trzech typów wyskoczyło, sikawka i okazało się, że gaszą... Kubeł. Brawa za czujność. Potem zaatakował mnie Tramwaj Zwany Pożądaniem (srsly Wrocławskie MPK?), no i jeszcze (pierwszy raz od jakichś 5 lat) "srak na mnie naptakał". A, komórki do pracy zapomniałem.
The Wolv - Poleca muzykę na dziś. Dorwał koncertówkę Mistrza Ishiwatari z kawałkami zarówno z BlazBlue jak i Guilty Geara. Mocna rzecz. Szczególnie nowa aranżacja Holy Orders. Tymczasem oryginał:
No. Tyle na dziś. Idę spać.
Wolv out.

This is chemical burn

First post, fucking gay...

Zaczynamy nasz teatrzyk. Ja co prawda jestem takim artystą trochę bardziej ze spalonego teatru, ale jak to mawiają - jaki pan taki kram. Ten blog właściwie nie ma celu. Może to i lepiej, blogi które mają jakieś założenia, kiedy te założenia zrealizują to wylatują w kosmos. Być może za jakiś czas znajdę sobie jakiś konkretny cel do pisania, ale w to szczerze wątpię. Będzie zatem o wszystkim. O konwentach, o muzyce, o karciankach, o figurkach, o życiu i o śmierci. Bo przecież nasza egzystencja nabiera rumieńców dopiero w całokształcie twórczości intelektualnej.
Anyway, enjoy.